środa, 22 stycznia 2014

Choinkowo - dziadkowo :)

Z okazji Dnia babci, dziadka usłyszałam dzisiaj rozmowę moich rodziców którzy jakby są opieką, opoką kiedy matka szaleje na pralnicy w swojej firmie :)
- Fajne te wnusie mamy - maluję tuszem rzęsy w łazience i słucham jakby nigdy nic.
- Ano fajne te dzieciaki nam rosną - przytakuje dziadek - Kornelka już taka galanta, Gabryś nam rośnie, zobaczysz jaki z niego będzie chłopak na szkwał - chwali sie z dumą.
Im bardziej wychwalają tym bardziej marzę po oku tuszem bo z tego co zrozumiałam wychodzi na to że kochani dziadkowie jakby przysposobili sobie ; moje ; dzieci, kochane potomstwo na własną modłę o tym że do wiosny jeszcze fiu, fiu to wiem , że ślisko i nogi można połamać to też, że szyby skrobać trzeba a klamki w aucie same odpadają też świadoma jestem, że do pracy zamiast ustawowych dziesięciu minut, szłam ponad pięćdziesiąt z wywalonym jęzorem, wpadając na halę po uprzednim upadku gdzie matka ujrzała gwiazdy nad kopułą, kiedy nagle świat zawirował a tyłek omal nie pękł bardziej niż pęknięty jest. Że zima pokazała swą mocną stronę także niskich temperatur to idzie zrozumieć, w końcu jest styczeń , dawno po połowie, że droguwka zaspała i śpi nadal to też nic nowego, że PKP działa jak działa to nie reforma pani minister a taki mamy klimat i chyba trzeba to znieść a tutaj serwują mi dziadki na wiosnę, działka, grill i basen z dzieciakami w środku z tym uprzednio że jak będę w pracy to oni zaszaleją, na ryby skocza, namiot rozłożą, wybyczą się, że tyle ich nauczą, pokażą, super!!!!!!!!!!! Kochani moi dziadkowie, cieszę się że Was mam, ze myślicie o moim odpoczynku, że dzieciaki które Was zamęczają, skaczą, krzyczą, śmieją się i śpiewają tak kochacie że sami planujecie własne życie już hop do przodu a wiadomo że przeskakiwać Wam nie każę, dziękuję za Waszą troskę ( mimo że nie raz i dwa gary były zamoczone od przypalenia - bo zapomniałaś babciu wyłączyć gaz - matko boska jak to się skończy ), za opiekę ( tylko co te dziury w panelach robią), za miłość ( do przekarmiania na pewno ), za wyrozumiałość ( ciągłe zwracanie uwagi, zostaw, nie ruszaj, nie dotykaj ), za to że jesteście i chcecie być - dzięki Wasza kochająca córka, matka Waszych podopiecznych. Dzięki wnukom Wy macie zajęcie i nie gnuśniejecie w domu a rozwijacie pasje - co zrobić by nie było nudno przez osiem godzin dziennie.






Jak co roku nieletnia odbyła zabawę choinkową w szkolnej auli w obecności didżeja i innych równoległych klas, dla połowy klasy ( zwłaszcza panów ) najlepszą metodą na wyładowanie emocji, energii było szaleństwo bieganiny na korytarzach gdzie w dalszym ciągu dało sie czuć lodowisko na podłodze, jak wichury, wiatry i tornada mijali nas z prędkością światła. A Pipin szalał, skakał i wyglądał jak miniaturka pierwszoklasisty - uśmiechnięty w mundurku szkolnym, najpierw pokorna dusza, spokojny człowiek z chwilą rozpoznania terenu począł dawać czadu a my za nim w poślizgu , cwałem, galopem, byleby te schody, poręcze, słupki, inni biegający nie uszkodzili mi dziecka. Muzyka, rwanie na banie jak to darł się didżej, jeszcze raz i jeszcze dwa, co na myśl przywodziło i jeszcze jeden i jeszcze raz, toast, wznosiliśmy w duchu kielony, światła i pisk dzieciaków na wieść o Donatanie, Piersi i całej reszcie która tworzyła hicior za hiciorem. Bale przebierańców, bo jakby nie było karnawał mamy to i przebrania kocurów miały branie, sama w latach osiemdziesiątych przebrałam się za kieckę mamy, najlepszą, różową z gryzącej koronki , piersi wypchałam ojcowskimi skarpetkami, na nogi włożyłam siostry botki , wymalowana, poczorchana co miało mieć efekt tapiru, podążyłam na salę gimnastyczną na której grała muza czerwonych gitar i tam skakałam, tańczyłam, szalałam, a skarpety ojcowskie same wypłynęły...jaki zły był, jak szalał bo jak to jest, ze zawsze nigdy nie ma z parą a bez...tak bywa do dnia dzisiejszego że te skarpety jakby pisały inną bajkę, każde o innej parze i bez, single jak w życiu tak i w szafce...
Tak kończąc impreza wywołała fochów parę bo : Ktosiek ściągnął balonów sznur za co dostał od szatniarza po uszach, nieletnia focha walnęła że ktoś jej także zabrał, ja walnęłam że co oni tacy nie ogarnięci, mały jedynie spokojnie i z uśmiechem przyjmował nasz brak pohamowania...wieczór w domowych pieleszach...

1 komentarz:

  1. hehe Pipin jest cudowny. Brakuje mu tylko tyty (czy w Polsce daje sie dzieciom tyty? ) i sru do szkolnej ławki.
    Masz wspaniałe wsparcie w rodzicach. Wszystkiego dobrego dla nich!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw swój ślad...